Narracja Kremla o posiadaniu „broni ostatecznej”, przed którą nie ma ratunku, właśnie zderzyła się z twardą rzeczywistością wojskowej inżynierii. Od miesięcy rosyjska propaganda wykorzystuje system rakietowy średniego zasięgu „Oriesznik” jako główne narzędzie szantażu wobec stolic Europy Zachodniej. Władimir Putin wielokrotnie sugerował, że ta hipersoniczna broń jest w stanie przełamać każdą tarczę antyrakietową, czyniąc systemy obronne Sojuszu bezużytecznymi. Jednak najnowsze analizy ekspertów wojskowych i doniesienia płynące ze struktur NATO, na które powołuje się Polsat News, burzą ten obraz. Okazuje się, że „Oriesznik” nie tylko można wykryć, ale i skutecznie zneutralizować, zanim dosięgnie celu.
Strach ma wielkie oczy, a Moskwa mistrzowsko to wykorzystuje. „Oriesznik”, będący w istocie zmodernizowanym pociskiem balistycznym (wywodzącym się prawdopodobnie z technologii międzykontynentalnych RS-26 Rubież), imponuje prędkością i siłą kinetyczną. Jego głowice manewrujące mają za zadanie zmylić radary. Jednak zachodni analitycy wskazują, że fizyki nie da się oszukać. W fazie terminalnej, czyli tuż przed uderzeniem, głowice te – mimo ogromnej prędkości – poruszają się po przewidywalnych trajektoriach balistycznych. To „okno możliwości” dla najnowszych systemów obrony.
Kluczem do neutralizacji tego zagrożenia jest wielowarstwowa tarcza antyrakietowa, którą NATO rozbudowuje na wschodniej flance – w tym w Polsce. Systemy takie jak Aegis Ashore (bazujący w Redzikowie) czy mobilne baterie THAAD są projektowane właśnie do przechwytywania celów balistycznych w górnych warstwach atmosfery i w kosmosie.
Eksperci punktują, że rosyjska narracja o „hipersonicznej nieuchwytności” jest w dużej mierze marketingiem politycznym. Choć „Oriesznik” jest bronią groźną i dewastującą, nie jest „niewidzialny”. Nowoczesne radary wczesnego ostrzegania są w stanie namierzyć start pocisku w sekundy, a zaawansowane algorytmy obliczają punkt przechwycenia. Co więcej, zachodnie systemy walki elektronicznej rozwijają zdolności do zakłócania systemów naprowadzania rosyjskich głowic, co może sprawić, że te w ogóle nie trafią w cel.
Odkarcie kart w sprawie „Oriesznika” ma kolosalne znaczenie geopolityczne. Putinowska strategia zastraszania opiera się na przekonaniu Zachodu o bezradności. Jeśli decydenci w Berlinie, Paryżu i Warszawie wiedzą, że „superbroń” to w dużej mierze straszak, który można zestrzelić, polityczna skuteczność rosyjskiego szantażu drastycznie spada. Zamiast paniki, odpowiedzą NATO jest chłodna kalkulacja i dalsze inwestycje w technologie interceptorów (przechwytywaczy). Okazuje się, że w wyścigu miecza i tarczy, tarcza Sojuszu w 2026 roku jest znacznie twardsza, niż życzyliby sobie tego generałowie na Kremlu.






