Wystarczyło jedno zdanie wypowiedziane przez prezydenta USA, by temperatura polskiego sporu politycznego osiągnęła punkt wrzenia. Donald Trump, komentując ostatnie napięcia na linii Waszyngton–Europa, stwierdził wprost, że Polska musi "wreszcie wstać z kolan". Te słowa, uderzające w czułą strunę narodowej godności, stały się natychmiast paliwem do wzajemnych oskarżeń między rządem a opozycją, stawiając pod znakiem zapytania przyszłość naszych relacji z Ameryką.
Do kontrowersyjnej wypowiedzi doszło podczas wywiadu dla jednej z amerykańskich stacji telewizyjnych. Donald Trump, pytany o opór części europejskich stolic wobec jego planów zakończenia wojny na wschodzie, nie gryzł się w język. Wskazując na Polskę, stwierdził, że kraj ten ma "wielki potencjał", który jest marnowany przez "uległość wobec brukselskich biurokratów". To wtedy padło zdanie, które zelektryzowało Warszawę: – To wspaniały naród, ale muszą wreszcie wstać z kolan i zacząć dbać o własny interes, a nie interesy innych.
Rząd: To niedopuszczalna ingerencja
Reakcja obozu rządzącego była błyskawiczna. Politycy Koalicji Obywatelskiej odebrali słowa amerykańskiego przywódcy jako bezpardonowy atak na suwerenność polskiej dyplomacji i próbę ręcznego sterowania polityką wewnętrzną sojusznika.
W kuluarach Sejmu słychać głosy oburzenia. Przedstawiciele MSZ nieoficjalnie przyznają, że retoryka Trumpa przekracza standardy dyplomatyczne przyjęte między sojusznikami. – Polska nie klęczy przed nikim. Nasze sojusze w ramach Unii Europejskiej to wyraz naszej siły, a nie słabości. Prezydent Trump powinien ważyć słowa, bo takimi wypowiedziami zraża do siebie nawet przyjaciół – komentuje jeden z polityków koalicji rządzącej.
Analitycy wskazują, że ostra wypowiedź Trumpa może być "zemstą" za niedawną odmowę rządu w sprawie przystąpienia Polski do tzw. Rady Pokoju. Waszyngton nie lubi słyszeć "nie", a Donald Trump słynie z tego, że sprawy polityczne traktuje personalnie.
Prezydent i opozycja: Gorzka, ale prawda
Zupełnie inaczej słowa zza oceanu rezonują w Pałacu Prezydenckim i w szeregach opozycji. Dla środowiska Prawa i Sprawiedliwości oraz prezydenta Karola Nawrockiego, diagnoza Trumpa jest potwierdzeniem ich własnej narracji o "podległości" obecnego rządu wobec Berlina i Brukseli.
Politycy prawicy w mediach społecznościowych przypominają, że hasło "wstawania z kolan" było fundamentem ich polityki zagranicznej. – Prezydent Trump widzi to, czego nie chcą widzieć media głównego nurtu w Polsce. Jesteśmy traktowani przedmiotowo, bo rząd na to pozwala. To sygnał ostrzegawczy: albo zaczniemy prowadzić podmiotową politykę, albo przestaniemy się liczyć przy stoliku mocarstw – argumentują posłowie opozycji.
Co to oznacza dla Polski?
Eksperci od dyplomacji biją na alarm. Wciąganie prezydenta USA w bieżącą walkę polityczną w Polsce to scenariusz najgorszy z możliwych. Słowa Trumpa, choć chwytliwe publicystycznie, w praktyce mogą oznaczać ochłodzenie relacji na linii rząd RP – Biały Dom.
Jeśli administracja Trumpa uzna, że obecny rząd w Warszawie jest "na kolanach" przed Unią Europejską, może zacząć go omijać, prowadząc rozmowy wyłącznie z ośrodkiem prezydenckim lub wręcz ignorując polskie interesy w kluczowych kwestiach bezpieczeństwa. "Polityczna burza", o której piszą media, może więc okazać się jedynie preludium do znacznie poważniejszego kryzysu dyplomatycznego. Polska, zamiast wstawać z kolan, może zostać zmuszona do szpagatu między lojalnością wobec UE a koniecznością współpracy z nieprzewidywalnym sojusznikiem z Ameryki.






