To cios dla polskiej dyplomacji wojskowej i koniec pewnej epoki w Sztabie Generalnym. Szeregi Wojska Polskiego opuszcza generał Janusz Adamczak – oficer, który w strukturach Sojuszu Północnoatlantyckiego osiągnął więcej niż ktokolwiek inny w ostatnich latach. Jego odejście to nie tylko personalna roszada, ale – jak alarmują eksperci – ryzyko utraty bezcennych wpływów w Brukseli w kluczowym dla bezpieczeństwa Europy momencie.
Informacja o zakończeniu służby przez generała broni Janusza Adamczaka zelektryzowała środowisko wojskowe. Nie chodzi bowiem o szeregowego dowódcę, lecz o człowieka, który przez ostatnie lata pełnił jedną z najważniejszych funkcji w kwaterze głównej NATO – Dyrektora Generalnego Międzynarodowego Sztabu Wojskowego (DGIMS). To stanowisko, które w hierarchii sojuszniczej daje realny wgląd w najtajniejsze plany operacyjne i wpływ na kierunki rozwoju paktu.
Człowiek, który znał sekrety Brukseli
Generał Adamczak to postać nietuzinkowa. W armii służył od dekad, przechodząc szczeble dowodzenia od dowódcy plutonu w wojskach pancernych, przez dowodzenie 11. Lubuską Dywizją Kawalerii Pancernej, aż po najwyższe szczeble sztabowe. Jednak to jego kariera międzynarodowa uczyniła go oficerem unikalnym w skali całego Wojska Polskiego.
Jako szef Międzynarodowego Sztabu Wojskowego był „oczami i uszami” nie tylko NATO, ale pośrednio także Polski w Brukseli. To on koordynował pracę setek oficerów z państw członkowskich, przygotowując rekomendacje dla Komitetu Wojskowego. – To oficer z największą wiedzą o mechanizmach NATO. Zna tam każdy korytarz, każdy niepisany zwyczaj i, co najważniejsze, ma bezpośrednie numery do najważniejszych generałów na Zachodzie. Takiego kapitału nie buduje się w rok czy dwa – komentują analitycy ds. bezpieczeństwa.
Dlaczego teraz?
Odejście generała budzi pytania o timing tej decyzji. Następuje ono w roku 2026, w momencie gigantycznych napięć geopolitycznych, gdy ważą się losy wojny na Wschodzie, a rola Polski jako państwa frontowego jest kluczowa.
Oficjalne powody to zazwyczaj zakończenie kadencji lub osiągnięcie wieku emerytalnego, jednak w kuluarach mówi się o „zmianie warty” i nowej wizji kierownictwa MON. Krytycy zauważają, że polska armia ma tendencję do zbyt lekkiego pozbywania się oficerów z ogromnym doświadczeniem międzynarodowym, zamiast wykorzystywać ich jako mentorów lub doradców strategicznych po powrocie do kraju.
Luka, którą trudno będzie wypełnić
Eksperci portalu naTemat.pl i inni obserwatorzy wojskowości są zgodni: odejście Adamczaka to osłabienie naszej „pamięci instytucjonalnej”. W dyplomacji wojskowej relacje osobiste są walutą najtwardszą. Nowy oficer, który zajmie jego miejsce (lub przejmie jego obowiązki w kraju), będzie musiał budować swoją pozycję od zera.
Dla Polski, która zabiega o stałe bazy NATO i zwiększenie obecności sojuszniczej na wschodniej flance, głos generała Adamczaka był w Brukseli doskonale słyszalny i szanowany. Jego rezygnacja z munduru to sygnał, że Wojsko Polskie traci jednego ze swoich najbardziej kompetentnych strategów, co w obecnych, niespokojnych czasach jest stratą, którą odczujemy wszyscy.






