Po spektakularnym sukcesie w Europie, gdzie na koreański sprzęt postawiła Polska i Rumunia, przemysł zbrojeniowy z Seulu bierze na celownik Afrykę Północną. Jak donoszą media branżowe, Maroko jest o krok od sfinalizowania potężnego kontraktu na zakup czołgów K2 Black Panther. Mowa o liczbie, która robi wrażenie nawet na największych graczach – Rabat może zamówić nawet 400 maszyn, co całkowicie zmieni układ sił w regionie.
Południowokoreański Hyundai Rotem nie zwalnia tempa. Po tym, jak czołgi K2 stały się trzonem polskich sił pancernych, ich walory dostrzegają kolejne państwa. Tym razem zainteresowanie płynie z Maroka, które od lat prowadzi intensywną modernizację swojej armii, rywalizując o prymat militarny z sąsiednią Algierią.
400 "Czarnych Panter" na pustyni
Według doniesień serwisu "Portal Obronny", powołującego się na źródła zagraniczne, negocjacje między Rabatem a Seulem są na bardzo zaawansowanym etapie. Marokańska armia poszukuje następcy dla swoich wysłużonych, postsowieckich czołgów z rodziny T-72, które coraz bardziej odstają od współczesnego pola walki.
W grę wchodzi zakup nawet 400 egzemplarzy K2. Taka liczba pozwoliłaby na przezbrojenie kilku dywizji pancernych. Eksperci wskazują, że Maroko jest zainteresowane nie tylko "zakupem z półki", ale – podobnie jak Polska – szerokim transferem technologii i uruchomieniem lokalnej produkcji licencyjnej. Dla koreańskiego przemysłu byłby to strzał w dziesiątkę, otwierający drzwi do rynków Bliskiego Wschodu i Afryki.
Dlaczego K2?
Wybór koreańskiej konstrukcji nie jest przypadkowy. K2 Black Panther uchodzi za jeden z najnowocześniejszych czołgów podstawowych świata (MBT).
Siła ognia i mobilność: Czołg wyposażony jest w potężną armatę 120 mm i zaawansowany system kierowania ogniem, który pozwala na skuteczne rażenie celów w ruchu. Dzięki hydropneumatycznemu zawieszeniu, maszyna doskonale radzi sobie w trudnym terenie górzystym i pustynnym, co dla geografii Maroka jest kluczowe.
Dostępność: Podczas gdy europejscy i amerykańscy producenci borykają się z "wąskimi gardłami" w produkcji i wieloletnimi kolejkami, Koreańczycy udowodnili (m.in. na przykładzie kontraktu z Polską), że potrafią dostarczać sprzęt szybko i terminowo.
Dobry sygnał dla Polski
Potencjalny kontrakt marokański to doskonała wiadomość także dla Warszawy. Dlaczego? Ponieważ rosnąca liczba użytkowników K2 na świecie oznacza tańszą eksploatację, łatwiejszy dostęp do części zamiennych i szybszy rozwój konstrukcji. Co więcej, sukces eksportowy Korei potwierdza słuszność decyzji polskiego MON z poprzednich lat. Skoro kolejne państwa – analizujące rynek "na chłodno" – wybierają K2, wytrąca to argumenty krytykom, którzy twierdzili, że Polska kupiła sprzęt egzotyczny. "Czarna Pantera" staje się powoli globalnym standardem, a Polska, jako posiadacz licencji i centrum serwisowego, może w przyszłości czerpać korzyści z bycia europejskim hubem dla tej technologii.
Jeśli umowa z Marokiem dojdzie do skutku, będzie to jeden z największych kontraktów pancernych tej dekady, pieczętujący pozycję Korei Południowej jako nowego giganta światowej zbrojeniówki.






