Ładowanie daty...
Warszawa: --°C EUR: -- PLN USD: -- PLN
PILNE
Odwołane loty na Bliski Wschód. PLL LOT zawiesza rejsy do Tel Awiwu i Dubaju – najnowsze informacje dla pasażerów
Chaos w przestworzach. "Pewna liczba naszych rodaków utknęła na lotniskach" – pasażerowie czekają na pomoc
Gdzie jest ajatollah? Sprzeczne informacje o losach Aliego Chameneiego potęgują napięcie na Bliskim Wschodzie
Paradoks w Poczcie Polskiej. Masowe zwolnienia, a w kasie spółki... coraz więcej pieniędzy
ZUS obcina świadczenia. Emeryci dorabiający do pensji mogą stracić nawet 989 zł miesięcznie
Wiadomości

"Na kolanach nie załatwi pan niczego". Dyplomatyczny skandal na szczytach władzy po reakcji prezydenta na słowa Trumpa

26.01.2026, 18:47 👁️ 14 👤 Redakcja FaktyTeraz
Zdjęcie główne

Polska scena polityczna, przyzwyczajona do permanentnego wrzenia, w ostatnich godzinach przekroczyła kolejną granicę w wojnie polsko-polskiej, tym razem przenosząc wewnętrzny konflikt na niebezpieczne wody dyplomacji międzynarodowej. Echa kontrowersyjnej wypowiedzi Donalda Trumpa, który zasugerował, że Polska musi "wstać z kolan" w relacjach z Brukselą, nie zdążyły jeszcze wybrzmieć, a już zostały zagłuszone przez polityczną kanonadę w Warszawie. Osią sporu stała się reakcja prezydenta Karola Nawrockiego, który zamiast bronić dobrego imienia państwa przed protekcjonalnym tonem sojusznika, zdaje się wpisywać w narrację Waszyngtonu, wymierzoną w rząd Donalda Tuska. To właśnie ta postawa głowy państwa wywołała furię w szeregach koalicji rządzącej i sprowokowała ostre komentarze, z których najgłośniej wybrzmiewa ten o zamianie klęcznika brukselskiego na waszyngtoński.

Sytuacja jest bezprecedensowa w najnowszej historii polskiej dyplomacji. Zazwyczaj w obliczu krytyki płynącej z zagranicy, nawet skłócone ośrodki władzy w Warszawie starały się zachować pozory jedności lub przynajmniej powściągliwości. Tym razem jednak prezydent Nawrocki, komentując słowa amerykańskiego przywódcy, de facto przyznał mu rację, uderzając w politykę zagraniczną rządu. Dla polityków Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Lewicy jest to zachowanie niedopuszczalne, graniczące z sabotowaniem racji stanu. W kuluarach sejmowych i studiach telewizyjnych dominuje narracja o "wasalizacji" prezydentury. Krytycy wskazują, że akceptowanie upokarzającej retoryki Trumpa przez polską głowę państwa jest dowodem słabości, a nie siły. Zdanie, które cytuje portal TVN24 – "Na kolanach to pan niczego dla Polski nie załatwi, panie prezydencie" – staje się symbolem tego sporu. Adresowane do Nawrockiego, ma obnażać paradoks jego polityki: walkę o suwerenność wobec Unii Europejskiej przy jednoczesnej pełnej uległości wobec kaprysów Białego Domu.

Rządzący argumentują, że Donald Trump, chwaląc Polskę jako "wspaniały naród", jednocześnie traktuje ją instrumentalnie w swojej rozgrywce z Unią Europejską, a prezydent Nawrocki stał się w tej grze wygodnym narzędziem. Wypowiedzi polityków koalicji są bezlitosne: wskazują, że "wstawanie z kolan" w wykonaniu obozu prezydenckiego polega jedynie na zmianie kierunku ukłonu. Ostrzegają, że taka postawa zachęca administrację amerykańską do dalszego lekceważenia polskiego rządu i rozgrywania Warszawy przeciwko partnerom z Berlina czy Paryża. Jest to scenariusz koszmaru dyplomatycznego, w którym Polska, zamiast być zwornikiem relacji transatlantyckich, staje się klinem wbijanym w jedność Zachodu.

Zupełnie inaczej rzeczywistość interpretuje otoczenie Pałacu Prezydenckiego oraz politycy Prawa i Sprawiedliwości. Dla nich oburzenie rządu jest jedynie zasłoną dymną, mającą ukryć niewygodną prawdę zawartą w słowach Trumpa. W ich optyce, prezydent Nawrocki wykazuje się realizmem politycznym, dostrzegając, że w nowym rozdaniu geopolitycznym, jakie przyniosła prezydentura Trumpa, liczą się tylko twarde relacje dwustronne i asertywność, a nie "płynięcie w głównym nurcie europejskim". Obrońcy prezydenta twierdzą, że rząd Tuska, uwikłany w unijne kompromisy, rzeczywiście utracił podmiotowość, a Trump po prostu nazwał rzeczy po imieniu. W tej narracji to nie Nawrocki klęczy przed USA, ale rząd klęczy przed Brukselą, a prezydent jedynie próbuje przywrócić pion polskiej polityce zagranicznej, opierając ją na najpotężniejszym militarnie sojuszniku.

Niestety, ten gorszący spektakl ma jednego, głównego przegranego: Rzeczpospolitą. W momencie, gdy za wschodnią granicą wciąż tli się konflikt, a architektura bezpieczeństwa Europy jest przebudowywana, Warszawa wysyła w świat sygnał o głębokim paraliżu decyzyjnym i kakofonii. Partnerzy zagraniczni – zarówno w Waszyngtonie, jak i w stolicach europejskich – otrzymują jasny komunikat: z Polską trudno się umawiać, bo ustalenia z rządem może podważyć prezydent, a słowa prezydenta może zdezawuować rząd. Spór o to, kto przed kim klęczy, paradoksalnie sprawia, że na kolana upada powaga państwa polskiego, które zamiast prowadzić podmiotową grę, staje się przedmiotem drwin i cynicznych rozgrywek mocarstw. Wzajemne oskarżenia o zdradę interesów narodowych nie budują siły negocjacyjnej ani u Tuska, ani u Nawrockiego – cementują jedynie obraz Polski jako państwa niezdolnego do zdefiniowania własnego interesu ponad partyjną plemienną wojną.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA