Piątkowe popołudnie na skoczni w Willingen miało być świętem rywalizacji mikstów, a zamieniło się w smutny spektakl bezradności organizatorów wobec sił natury. Artykuł Polskiego Radia 24 bez ogródek nazywa to wydarzenie „antyreklamą skoków narciarskich”. W obliczu skandalicznych warunków atmosferycznych i decyzji jury, które za wszelką cenę chciało przeprowadzić zawody, polski sztab szkoleniowy podjął jedyną racjonalną decyzję: wycofanie zawodników z dalszej rywalizacji w trosce o ich zdrowie i bezpieczeństwo.
Oto co dokładnie wydarzyło się na niemieckiej skoczni i dlaczego Polacy zeszli z belkowiska:
1. Walka o życie, nie o metry
Konkurs mikstów (drużyn mieszanych) od początku stał pod znakiem zapytania. W Willingen wiał porywisty wiatr, a padający deszcz rozmiękczał tory najazdowe. Mimo to, Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) zdecydowała się na start. Skoki przypominały walkę o przetrwanie w powietrzu – zawodnikami rzucało na boki, a lądowania były niezwykle ryzykowne. Oglądanie tego „widowiska” budziło lęk, a nie sportowe emocje.
2. Polski protest: „To nie ma sensu”
Polska drużyna w składzie z naszymi czołowymi skoczkami i skoczkiniami wzięła udział w pierwszej serii, która okazała się parodią rywalizacji. Wyniki były całkowicie wypaczone przez wiatr (tzw. loteria wietrzna), a różnice punktowe wynikały ze szczęścia, a nie formy. Widząc, że kontynuowanie zawodów w drugiej serii grozi poważną kontuzją przed kluczowymi startami indywidualnymi, Thomas Thurnbichler i sztab podjęli decyzję o wycofaniu polskiego zespołu przed finałową rundą.
Decyzja ta była demonstracją sprzeciwu wobec ignorowania bezpieczeństwa zawodników przez jury. Polacy uznali, że ryzykowanie zdrowia dla podrzędnej imprezy w takich warunkach jest bezcelowe.
3. Kontekst: Willingen to specyficzny teren
Willingen słynie z dużej, specyficznej skoczni (Mühlenkopfschanze K-130), na której można latać bardzo daleko, ale która jest też bardzo wrażliwa na podmuchy wiatru.
Na tak dużym obiekcie każdy błąd spowodowany podmuchem wiatru przy prędkości najazdowej ok. 90 km/h może skończyć się tragicznie. Decyzja Polaków została przyjęta ze zrozumieniem przez ekspertów i kibiców, którzy w mediach społecznościowych chwalą sztab za "męską decyzję" i postawienie zdrowia ponad politykę FIS.
Co dalej z weekendem w Willingen?
Wycofanie się z piątkowych mikstów ma na celu oszczędzenie sił i nerwów na sobotnie i niedzielne konkursy indywidualne. Prognozy na resztę weekendu są nieco bardziej optymistyczne, choć wiatr wciąż może rozdawać karty. Dla polskich kibiców piątek jest jednak gorzkim przypomnieniem, że w skokach narciarskich wciąż zdarzają się momenty, gdy komercyjna presja na transmisję TV wygrywa ze zdrowym rozsądkiem – na szczęście tym razem Polacy nie dali się wciągnąć w tę niebezpieczną grę.





