Kolejny raz świat z niepokojem spogląda w niebo, śledząc losy ważącego ponad 20 ton korpusu chińskiej rakiety Długi Marsz 5B. Jak donosi Gazeta Wyborcza, powtarza się kontrowersyjny scenariusz znany z poprzednich lat: Chiny wystrzeliły potężny ładunek na orbitę, pozostawiając główny stopień rakiety bez systemu kontroli powrotu. Teraz grawitacja upomina się o swoje, a gigantyczny kawał kosmicznego złomu pędzi ku Ziemi w sposób niekontrolowany. Najnowsze wyliczenia trajektorii budzą emocje nad Wisłą, gdyż okno upadku niebezpiecznie zawęża się w czasie, kiedy rakieta ma przelatywać nad Polską.
Oto co wiemy o tym kosmicznym incydencie:
1. Trzy przeloty nad Polską: Bliskie spotkania trzeciego stopnia
To informacja, która elektryzuje najbardziej. Według symulacji trajektorii, spadający korpus rakiety w swojej ostatniej fazie lotu ma znaleźć się nad terytorium Polski aż trzykrotnie.
Nie oznacza to automatycznie, że szczątki spadną na nasz kraj, ale Polska znajduje się w pasie ryzyka.
Przeloty te oznaczają, że jeśli deorbitacja (wejście w gęste warstwy atmosfery i rozpad) nastąpi akurat w tych konkretnych minutach, odłamki mogą spaść w naszej części Europy.
2. Okno czasowe się zamyka
Eksperci od śmieci kosmicznych z każdą godziną precyzują prognozy. Rakieta wytraca prędkość z powodu tarcia o szczątkową atmosferę. "Zawężanie się okna upadku" oznacza, że margines błędu w obliczeniach maleje. Początkowo mówiono o przedziale kilkudziesięciu godzin, teraz są to już ramy znacznie węższe, co pozwala z większym prawdopodobieństwem wskazać zagrożone kontynenty.
3. Dlaczego to jest groźne?
Większość mniejszych obiektów spala się w atmosferze. Długi Marsz 5B jest jednak tak masywny (wielkości kilkupiętrowego budynku), że inżynierowie szacują, iż nawet 20-40% jej masy może przetrwać temperaturę wejścia i uderzyć w powierzchnię Ziemi. Mogą to być silniki, zbiorniki ciśnieniowe czy elementy poszycia. Choć statystyka jest po naszej stronie (większość Ziemi to oceany), to fakt, że tak duży obiekt spada w sposób losowy ("gdzie popadnie"), jest uznawany przez społeczność międzynarodową i NASA za rażące naruszenie standardów bezpieczeństwa.
4. Co robić?
Służby monitorujące przestrzeń kosmiczną (w tym polskie) są w stanie podwyższonej gotowości. Dla przeciętnego obywatela jest to jednak spektakl, na który nie ma wpływu. Warto śledzić komunikaty, bo w przypadku wejścia w atmosferę w nocy, zjawisko to będzie widoczne jako jasny, rozpadający się bolid, ciągnący za sobą płonący ogon.
Sytuacja ta po raz kolejny stawia pytanie o odpowiedzialność mocarstw za zaśmiecanie orbity i ryzyko, jakie niesie ze sobą wyścig kosmiczny, w którym prędkość i sukces misji stawia się ponad bezpieczeństwem ludzi na dole.






