Ładowanie daty...
Warszawa: --°C EUR: -- PLN USD: -- PLN
PILNE
Odwołane loty na Bliski Wschód. PLL LOT zawiesza rejsy do Tel Awiwu i Dubaju – najnowsze informacje dla pasażerów
Chaos w przestworzach. "Pewna liczba naszych rodaków utknęła na lotniskach" – pasażerowie czekają na pomoc
Gdzie jest ajatollah? Sprzeczne informacje o losach Aliego Chameneiego potęgują napięcie na Bliskim Wschodzie
Paradoks w Poczcie Polskiej. Masowe zwolnienia, a w kasie spółki... coraz więcej pieniędzy
ZUS obcina świadczenia. Emeryci dorabiający do pensji mogą stracić nawet 989 zł miesięcznie
Sport

Bal na Titanicu za pieniądze podatnika? Wyciekła oferta Śląska Wrocław, która oburzyła mieszkańców

03.02.2026, 23:12 👁️ 22 👤 Redakcja FaktyTeraz
Zdjęcie główne

W dobie zaciskania pasa przez samorządy i nieustannych dyskusji o sensowności finansowania zawodowego sportu z publicznej kasy, informacje płynące z gabinetów Śląska Wrocław brzmią jak ponury żart dla każdego wrocławskiego podatnika. Portal Sport.pl dotarł do szczegółów oferty kontraktowej, która rzuca nowe, ostre światło na finansowe eldorado w klubie dotowanym przez miasto. Tytułowe "bawienie się za miliony" to nie publicystyczna przesada, lecz obraz zarządzania, w którym rynkowa racjonalność przegrywa z mocarstwowymi ambicjami realizowanymi na koszt magistratu.

Sprawa jest tym bardziej bulwersująca, że WKS od lat funkcjonuje na finansowej kroplówce podłączonej bezpośrednio do budżetu miasta Wrocławia. Regularne dokapitalizowania i pożyczki, tłumaczone koniecznością ratowania zasłużonego klubu przed upadkiem lub utratą płynności, stały się lokalną tradycją. Tymczasem ujawniona oferta pokazuje, że pieniądze te, zamiast na stabilizację czy szkolenie młodzieży, miałyby zostać przeznaczone na gigantyczny kontrakt dla nowej gwiazdy. Mowa o kwotach, które w realiach Ekstraklasy stawiają Śląsk w roli krezusa – szkoda tylko, że jest to bogactwo na kredyt zaciągnięty u obywateli, którzy często czekają na remonty chodników czy nowe linie tramwajowe.

Wyciek dokumentów to wizerunkowa katastrofa nie tylko dla prezesa klubu, ale przede wszystkim dla władz miasta, które sprawują nad nim nadzór właścicielski. "Zabawa za miliony" staje się politycznym obciążeniem w roku, w którym transparentność wydatków publicznych jest pod lupą bardziej niż kiedykolwiek. Krytycy modelu, w którym miasto jest właścicielem klubu piłkarskiego, dostali do ręki potężny argument: prywatny inwestor dwa razy obejrzałby każdą złotówkę przed złożeniem takiej oferty, podczas gdy spółka miejska zdaje się operować z lekkością, jakby studnia z pieniędzmi nie miała dna.

Dla kibiców Śląska, którzy marzą o sukcesach, sytuacja jest słodko-gorzka. Z jednej strony, oferta świadczy o chęci wzmocnienia drużyny i walki o najwyższe cele. Z drugiej – buduje to sukces na glinianych nogach. Jeśli medialne doniesienia się potwierdzą, włodarze Wrocławia będą musieli gęsto tłumaczyć się przed wyborcami, dlaczego w czasach niepewności gospodarczej priorytetem staje się komin płacowy dla piłkarza, a nie inwestycje miejskie. To kolejny rozdział w niekończącej się sadze o prywatyzacji Śląska, która – jak widać – jest potrzebna "na wczoraj", by przywrócić w klubie zasady zdrowej ekonomii.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA