Artykuł Dominiki Wielowieyskiej w "Gazecie Wyborczej" odsłania kulisy dyplomatycznego incydentu, który może stać się poważnym bólem głowy dla polskiego rządu. Donald Trump, urzędujący prezydent USA, miał zareagować "wściekłością" na słowa Włodzimierza Czarzastego, jednego z liderów polskiej koalicji rządzącej. To, co mogło wydawać się lokalną przepychanką słowną, dotarło za ocean i wywołało reakcję w Białym Domu, stawiając polską dyplomację w niezwykle niezręcznej sytuacji.
Według doniesień "Wyborczej", poszło o ostre, bezkompromisowe wypowiedzi lidera Lewicy pod adresem amerykańskiej administracji lub samego prezydenta Trumpa (prawdopodobnie dotyczące kwestii praw człowieka, aborcji lub podejścia USA do wojny w Europie). Włodzimierz Czarzasty, znany z ciętego języka, nie gryzł się w język, co zostało odnotowane przez otoczenie Trumpa. Reakcja była ponoć natychmiastowa i emocjonalna – prezydent USA, który jest wyczulony na krytykę ze strony sojuszników, miał odebrać to jako osobisty afront.
Sytuacja ta jest polityczną miną dla rządu Donalda Tuska i szefa MSZ Radosława Sikorskiego. Z jednej strony Polska dwoi się i troi, by utrzymać strategiczne partnerstwo z Waszyngtonem i administracją Republikanów (czego dowodem była niedawna wizyta Sikorskiego u Marco Rubio), z drugiej – wiceprzewodniczący Sejmu i ważny koalicjant publicznie uderza w amerykańskiego przywódcę. Wielowieyska sugeruje, że wywołało to nerwowość w Kancelarii Premiera. Rząd musi teraz uprawiać karkołomną ekwilibrystykę: łagodzić gniew Trumpa, tłumacząc specyfikę polskiej sceny politycznej, a jednocześnie nie może otwarcie cenzurować Czarzastego, by nie rozsadzić koalicji od środka.
Artykuł wskazuje również, że incydent ten jest prezentem dla opozycji. Prawo i Sprawiedliwość z pewnością wykorzysta "wściekłość Trumpa" jako dowód na to, że obecna ekipa rządząca nie potrafi rozmawiać z Ameryką i naraża bezpieczeństwo kraju przez ideologiczne uprzedzenia lewicowych partnerów. Sprawa pokazuje, jak kruchy jest balans w relacjach z USA pod rządami Trumpa – wystarczy jedna nieprzemyślana wypowiedź, by "specjalne relacje" zawisły na włosku.






