Podczas gdy relacje oficjalnego rządu w Warszawie z Biały Domem wystawiane są na próby (czego dowodem jest incydent z Włodzimierzem Czarzastym), na prawym skrzydle polskiej sceny politycznej trwa dyplomatyczny miesiąc miodowy. Portal Wprost opisuje entuzjastyczną reakcję Donalda Trumpa na słowa Dominika Tarczyńskiego, europosła Prawa i Sprawiedliwości. To wydarzenie to coś więcej niż kurtuazja – to namacalny dowód na to, że Tarczyński skutecznie wyrasta na nieformalnego, ale niezwykle wpływowego łącznika między Nowogrodzką a Waszyngtonem.
Według relacji, Donald Trump nie krył zachwytu narracją prezentowaną przez polskiego polityka. Tarczyński, który od lat inwestuje w obecność w amerykańskich mediach konserwatywnych i biegle operuje językiem "MAGA" (Make America Great Again), trafił w czuły punkt prezydenta USA. Jego wypowiedzi – prawdopodobnie dotyczące obrony tradycyjnych wartości, krytyki liberalnych elit UE lub bezkompromisowego wsparcia dla polityki Trumpa – zostały odebrane przez amerykańskiego przywódcę jako głos rozsądku w Europie. "Wymowna reakcja" Trumpa (może chodzić o udostępnienie materiału, cytowanie lub bezpośrednią pochwałę) to w świecie dyplomacji polityczne złoto, które Tarczyński natychmiast przekuwa na kapitał polityczny w kraju.
Dla Prawa i Sprawiedliwości ta sytuacja jest darem z niebios. W obliczu trudności rządu Donalda Tuska w ułożeniu sobie relacji z republikańską administracją (obciążonych przeszłością i różnicami ideologicznymi), PiS buduje alternatywny kanał dyplomatyczny. Przekaz jest jasny: „Tylko my potrafimy rozmawiać z Trumpem jak równy z równym”. Dominik Tarczyński, ze swoim ofensywnym stylem bycia, który w Polsce bywa krytykowany, w Stanach Zjednoczonych pod rządami Trumpa czuje się jak ryba w wodzie. Jego rola ewoluuje z partyjnego harcownika w kluczowego rozgrywającego w relacjach transatlantyckich obozu opozycyjnego.
Zachwyt Trumpa to także sygnał dla polskiego MSZ. Pokazuje, że w 2026 roku dyplomacja opiera się w dużej mierze na relacjach osobistych i spójności ideologicznej. Podczas gdy oficjalna Warszawa musi lawirować między protokołem a różnicami zdań, Tarczyński, grając na emocjach i wspólnych wrogach (globalizm, liberalne media), zyskuje dostęp do ucha najpotężniejszego człowieka na świecie. To sytuacja bez precedensu, w której opozycyjny europoseł może mieć lepsze "wejścia" w Białym Domu niż urzędujący ministrowie.






