Morze Bałtyckie, zazwyczaj łaskawe dla żeglugi nawet zimą, w lutym 2026 roku zamieniło się w pułapkę. Jak donosi Business Insider, połączenie ekstremalnie niskich temperatur z silnym sztormem doprowadziło do sytuacji krytycznej dla transportu morskiego. Promy kursujące ze Świnoujścia i Gdańska (oraz Gdyni) do Skandynawii znalazły się w przysłowiowych "tarapatach", a armatorzy zmuszeni są do podejmowania trudnych decyzji o odwołaniu rejsów w imię bezpieczeństwa.
Sytuacja opisana w artykule to kumulacja dwóch niebezpiecznych zjawisk:
Sztorm: Wysokie fale uniemożliwiają bezpieczne manewrowanie w portach i wyjście w morze, grożąc uszkodzeniem ładunków (przesunięcia naczep na pokładach samochodowych).
Oblodzenie (icing): To zjawisko znacznie groźniejsze niż sam mróz. Rozbryzgująca się woda morska zamarza na nadbudówkach, relingach i masztach statków. Narastający lód dramatycznie zwiększa ciężar jednostki i przesuwa jej środek ciężkości w górę, co w połączeniu z falowaniem może doprowadzić do utraty stateczności, a w skrajnych przypadkach – do przewrócenia się promu.
Skutki tego pogodowego armagedonu są odczuwalne natychmiastowo na lądzie. Business Insider zwraca uwagę na rosnące zatory w terminalach promowych. W Świnoujściu i Gdańsku tworzą się gigantyczne kolejki ciężarówek. Dla branży logistycznej, działającej w systemie "Just-in-Time", kilkudniowy przestój to katastrofa – towary nie docierają do fabryk w Szwecji i Polsce, a produkty spożywcze narażone są na zepsucie.
Dla pasażerów oznacza to chaos informacyjny i koczowanie w terminalach. Artykuł podkreśla, że walka z żywiołem generuje milionowe straty dla operatorów (PŻB, Unity Line, Stena Line), którzy muszą nie tylko wstrzymać sprzedaż biletów, ale też zapewnić opiekę uziemionym klientom. To test wytrzymałości dla całej infrastruktury portowej, który pokazuje, że w starciu z "syberyjską zimą", nawet potężne promy typu Ro-Pax muszą uznać wyższość natury.






