Miał być trudny sprawdzian, a skończyło się pokazem siły. Jagiellonia Białystok rozbiła na własnym terenie Motor Lublin aż 4:1, wysyłając jasny sygnał reszcie stawki: w walce o najwyższe cele nie zamierzamy zwalniać tempa. Kibice zgromadzeni przy ulicy Słonecznej obejrzeli ofensywny koncert „Dumy Podlasia”, przy którym goście momentami byli tylko tłem.
Od pierwszego gwizdka sędziego widać było różnicę klas. Jagiellonia narzuciła mordercze tempo, spychając Motor do głębokiej defensywy. Goście z Lublina próbowali murować dostęp do własnej bramki, ale mur ten skruszał błyskawicznie. Już po pierwszej połowie gospodarze prowadzili dwoma bramkami, bezlitośnie wykorzystując luki w ustawieniu rywala i błędy w wyprowadzeniu piłki. Jesus Imaz i Afimico Pululu (zakładając, że wciąż stanowią o sile ataku w 2026 r.) bawili się z obrońcami, jakby to był trening strzelecki.
W drugiej części gry obraz meczu nie uległ zmianie. Choć Motorowi udało się zdobyć honorowe trafienie po jednym z nielicznych kontrataków – co na chwilę wlało nadzieję w serca przyjezdnych kibiców – odpowiedź Jagiellonii była natychmiastowa i brutalna. Kolejne dwa ciosy ostatecznie odebrały gościom ochotę do gry. Wynik 4:1 to najniższy wymiar kary, bo sytuacji podbramkowych białostoczanie mieli znacznie więcej.
Dla Jagiellonii to bezcenne trzy punkty, które umacniają ją w czubie tabeli Ekstraklasy. Dla Motoru Lublin to bolesna lekcja futbolu i sygnał, że aby myśleć o punktach na tak trudnym terenie jak Białystok, trzeba zagrać mecz życia – a dziś zagrali po prostu słabo.





