Propozycja, która pojawiała się w kuluarach rozmów polsko-niemieckich, zakładała swoisty "barter moralny". Zamiast wieloletnich sporów o gigantyczne kwoty odszkodowań w gotówce, Berlin miałby wesprzeć modernizację Wojska Polskiego, przekazując np. czołgi najnowszej generacji czy okręty podwodne, finansując je z własnego budżetu obronnego w ramach zadośćuczynienia. Dla Warszawy byłoby to realne wzmocnienie bezpieczeństwa, dla Berlina – szansa na zamknięcie bolesnego rozdziału historii bez bezpośrednich transferów pieniężnych.
Mur niechęci w Bundestagu
Jak donosi wPolityce.pl, reakcja niemieckiej klasy politycznej jest jednak zdecydowana i odmowna. Deputowani koalicji rządzącej (oraz opozycyjnego CDU) argumentują, że łączenie kwestii bezpieczeństwa NATO z rozliczeniami historycznymi jest "niebezpiecznym precedensem".
Padają argumenty prawne: Berlin niezmiennie stoi na stanowisku, że sprawa reparacji została ostatecznie uregulowana w Traktacie 2+4 i późniejszych porozumieniach. Zgoda na przekazanie uzbrojenia "tytułem reparacji" byłaby de facto uznaniem roszczeń, czego niemieccy prawnicy za wszelką cenę chcą uniknąć.
„Bundeswehra sama ma braki”
Drugim, bardziej przyziemnym powodem odmowy, jest stan samej niemieckiej armii. W 2026 roku Niemcy wciąż borykają się z problemami w zakresie wyposażenia własnych jednostek. Politycy nad Sprewą wskazują, że priorytetem jest wypełnienie zobowiązań sojuszniczych w ramach flanki wschodniej NATO poprzez obecność własnych wojsk, a nie "rozdawanie" deficytowego sprzętu sąsiadom.
Krytycy z Berlina dodają również, że Niemcy już teraz ponoszą ogromne koszty związane z bezpieczeństwem Europy (m.in. pomoc dla Ukrainy), co w ich ocenie powinno być wystarczającym dowodem na odpowiedzialność za losy kontynentu.
Co dalej z „rachunkiem krzywd”?
Dla polskiej dyplomacji postawa Berlina jest rozczarowująca. Odrzucenie kompromisowej propozycji "sprzęt za historię" oznacza powrót do punktu wyjścia, czyli twardego domagania się zadośćuczynienia finansowego. Warszawa podkreśla, że bez realnego gestu ze strony Niemiec – czy to w formie funduszu, czy technologii wojskowej – trudno mówić o pełnym pojednaniu i zamknięciu sprawy strat wojennych, które wciąż kładą się cieniem na relacjach obu państw.






