Prokuratura nie ma wątpliwości: to nie były niewinne zabawy nastolatka przed komputerem, ale świadomy udział w zorganizowanej grupie o charakterze zbrojnym, działającej w cyberprzestrzeni. 18-latek, zatrzymany przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), był ogniwem w łańcuchu grupy powiązanej z rosyjskim wywiadem. Nowe zarzuty, które właśnie usłyszał, dotyczą bezpośredniego udziału w atakach na infrastrukturę krytyczną oraz prania brudnych pieniędzy pochodzących z okupów (ransomware).
"Dzieciaki" na cyfrowym froncie
Śledztwo ujawnia niepokojący trend. Rosyjskie grupy APT (Advanced Persistent Threat) coraz częściej werbują młodych Polaków, mamiąc ich pieniędzmi i poczuciem bezkarności w sieci. Rekrutacja odbywa się na forach dla graczy, w Darknecie czy na szyfrowanych komunikatorach.
W przypadku 18-latka mowa o zadaniach polegających na rekonesansie sieci teleinformatycznych urzędów i spółek strategicznych. Trzy nowe zarzuty wskazują, że jego rola nie ograniczała się do bycia "słupem", ale obejmowała aktywne łamanie zabezpieczeń.
Cyberterroryzm to nie zabawa
Prokuratorzy podkreślają, że wiek podejrzanego nie będzie okolicznością łagodzącą, biorąc pod uwagę skalę zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa. W dobie wojny hybrydowej, atak hakerski na elektrownię czy system bankowy może wyrządzić szkody porównywalne z atakiem konwencjonalnym.
Działalność grupy, z którą związany był nastolatek, jest dobrze znana zachodnim służbom. Specjalizują się oni w destabilizacji państw NATO poprzez paraliż usług publicznych i dezinformację. Zatrzymanie 18-latka to sukces polskich służb, ale też sygnał ostrzegawczy: wróg nie musi przekraczać granicy czołgiem, może siedzieć w pokoju obok, przed monitorem komputera.
Młodemu mężczyźnie grozi teraz kara pozbawienia wolności, której górna granica – przy kwalifikacji szpiegostwa i sabotażu – może sięgać nawet kilkunastu lat.






