Słowa, które padły w Pałacu Elizejskim, w Warszawie mogą być odebrane jako długo wyczekiwana odwilż. System ETS, który w założeniu miał mobilizować do ekologii, w 2026 roku stał się dla wielu gospodarek – w tym polskiej – pętlą na szyi. Ceny uprawnień do emisji, oscylujące wokół rekordowych poziomów, przekładają się bezpośrednio na gigantyczne rachunki za prąd i ciepło oraz ucieczkę przemysłu poza granice Unii.
Francuski zwrot: Przemysł ważniejszy niż ideologia?
Macron, cytowany przez media, argumentuje, że Europa nie może dłużej "strzelać sobie w stopę", narzucając swoim firmom koszty, których nie ponoszą konkurenci z USA czy Chin. – Musimy chronić nasz klimat, ale nie kosztem deindustrializacji kontynentu i ubóstwa energetycznego obywateli – to przesłanie, które zwiastuje nowe otwarcie.
Francuska propozycja zakłada wprowadzenie "hamulca bezpieczeństwa" w systemie ETS. Miałby on polegać na:
Ustaleniu sztywnego pułapu cenowego dla certyfikatów CO2.
Zwiększeniu puli darmowych uprawnień dla sektorów energochłonnych (stal, chemia, cement).
Czasowym zawieszeniu rozszerzenia systemu (ETS2) na transport i budownictwo, co uderzyłoby bezpośrednio w portfele gospodarstw domowych.
Polska odetchnie z ulgą
Dla Polski, której energetyka wciąż w dużej mierze opiera się na węglu, zapowiedź Macrona to najlepsza wiadomość gospodarcza od miesięcy. Warszawa od lat apelowała o reformę ETS, wskazując, że system ten stał się instrumentem spekulacji finansowej, a nie narzędziem proekologicznym.
Jeśli francuska inicjatywa zyska poparcie (a wiele wskazuje na to, że Niemcy, borykające się z recesją, również poprą ten ruch), polskie elektrownie i ciepłownie będą mogły kupować uprawnienia taniej. To z kolei powinno przełożyć się na zahamowanie podwyżek cen energii dla odbiorców końcowych.
Koniec klimatycznego dogmatyzmu?
Eksperci Business Insidera zwracają uwagę, że rok 2026 przynosi otrzeźwienie w Brukseli. Rosnące niezadowolenie społeczne (protesty rolników, "żółtych kamizelek" w nowej odsłonie) oraz utrata konkurencyjności Europy wymuszają rewizję ambitnych celów "Fit for 55".
Macron, wyczuwając nastroje społeczne przed wyborami, staje na czele grupy państw, które chcą "Zielonego Ładu z ludzką twarzą". Pytanie brzmi: czy Komisja Europejska zgodzi się na ten krok w tył, czy też czeka nas ostre starcie na najbliższym szczycie Rady Europejskiej? Jedno jest pewne: temat ETS wraca na stół i tym razem to nie Polska jest osamotniona w krytyce.






