Według nieoficjalnych doniesień, spotkanie ma odbyć się w Arabii Saudyjskiej lub (według innych źródeł) w Budapeszcie. Inicjatywa amerykańskiego prezydenta, która ma być alternatywą dla "niewydolnych struktur ONZ", stawia sobie za cel wymuszenie trwałego rozejmu. Waszyngton chce pokazać skuteczność tam, gdzie poprzednia administracja i Europa poniosły porażkę.
Ultimatum dla obu stron
Plan "Rady Pokoju" dla Gazy ma być radykalny. Przecieki sugerują, że na stole leży propozycja "Wielkiej Odbudowy" w zamian za całkowitą demilitaryzację strefy pod nadzorem sił arabskich, z gwarancjami bezpieczeństwa udzielonymi przez USA.
Donald Trump, poprzez swoich wysłanników, ma stawiać sprawę jasno: koniec z półśrodkami.
Dla Izraela: Wymóg natychmiastowego wstrzymania operacji kinetycznych i zgoda na nową administrację cywilną w Gazie.
Dla Palestyńczyków: Całkowite oddanie broni ciężkiej i likwidacja struktur terrorystycznych w zamian za gigantyczny pakiet inwestycyjny finansowany przez państwa Zatoki.
Kto zasiądzie do stołu?
Lista obecności budzi emocje. Obok delegacji USA i Izraela, kluczową rolę mają odegrać Arabia Saudyjska, Egipt i Zjednoczone Emiraty Arabskie. To właśnie te kraje mają wziąć na siebie ciężar finansowy i polityczny stabilizacji regionu.
Zauważalna jest jednak nieobecność wielu państw europejskich, w tym Polski. Przypomnijmy, że premier Donald Tusk odmówił przystąpienia do formatu "Rady Pokoju", uznając go za ryzykowny dla stabilności prawa międzynarodowego (w kontekście Ukrainy). Mimo to, Warszawa z uwagą przygląda się rozwojowi sytuacji, gdyż stabilizacja Bliskiego Wschodu jest kluczowa dla cen ropy i gazu, a także dla kwestii migracyjnych.
Ostatnia szansa czy kolejna mrzonka?
Eksperci są podzieleni. Jedni widzą w "Radzie Pokoju" szansę na przełamanie impasu dzięki brutalnej, ale skutecznej dyplomacji biznesowej Trumpa. Inni ostrzegają, że narzucanie rozwiązań z zewnątrz, bez szerokiego mandatu społeczności międzynarodowej, może doprowadzić do wybuchu niezadowolenia i kolejnej intifady.
Przyszły tydzień pokaże, czy "Rada Pokoju" to realna siła sprawcza, czy tylko dyplomatyczny teatr na potrzeby amerykańskiej polityki wewnętrznej. Oczy całego świata zwrócone będą na miejsce obrad.






