Dla administracji 47. prezydenta USA polityka celna to główny oręż w walce o powrót miejsc pracy do Ameryki i redukcję deficytu handlowego. Zgodnie z relacją mediów, Trump zapowiedział ostre sankcje wobec każdego państwa, które spróbuje "pogrywać" z Waszyngtonem. To jasny sygnał, że druga kadencja tego prezydenta w kwestiach gospodarczych jest znacznie bardziej radykalna niż pierwsza.
Koniec taryfy ulgowej – "America First" w wersji 2.0
Zasady nowej doktryny celnej Białego Domu są proste, ale bezwzględne. Trump ostrzegł, że jeśli jakikolwiek kraj nałoży cła na amerykańskie produkty w ramach odwetu za politykę USA, Waszyngton natychmiast odpowie zmasowanym kontruderzeniem.
– Jeśli ktoś myśli, że może nakładać na nas podatki, a my będziemy siedzieć z założonymi rękami, to grubo się myli. Uderzymy w nich cłami, jakich jeszcze nie widzieli – miał zapowiedzieć prezydent, cytowany przez portal Wiadomosci.com.
Na celowniku są nie tylko tradycyjni rywale, jak Chiny, ale również dotychczasowi sojusznicy z Europy czy Azji, którzy notują nadwyżkę w handlu ze Stanami Zjednoczonymi.
Europa pod ścianą. Co z polskim eksportem?
Dla Unii Europejskiej nowa retoryka Trumpa to koszmar spędzający sen z powiek przywódcom w Brukseli, Berlinie i Paryżu. Unia, która sama boryka się ze spowolnieniem gospodarczym, jest niezwykle uzależniona od eksportu za ocean.
Wojna celna uderzyłaby rykoszetem również w Polskę. Choć bezpośredni eksport z Polski do USA nie jest dominujący, nasza gospodarka to kluczowy podwykonawca dla niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego i maszynowego. Jeśli Trump uderzy zaporowymi cłami w europejskie auta czy sprzęt, polskie fabryki produkujące do nich części natychmiast odczują spadek zamówień.
Szantaż czy skuteczna strategia negocjacyjna?
Eksperci są podzieleni w ocenie amerykańskich działań.
Zwolennicy tej polityki twierdzą, że brutalna taktyka negocjacyjna Trumpa to jedyny sposób, by zmusić inne kraje (zwłaszcza te z Azji) do uczciwszej gry i otwarcia swoich rynków na amerykańskie towary.
Krytycy ostrzegają przed spiralą protekcjonizmu. Nakręcająca się wojna celna doprowadzi do wzrostu cen produktów w samych Stanach Zjednoczonych (cła ostatecznie płaci konsument) i może wepchnąć globalną gospodarkę w głęboką recesję.
Jedno jest pewne: luty 2026 roku przynosi definitywny koniec epoki wolnego handlu, jaką znaliśmy. Waszyngton narzuca własne zasady gry, a reszta świata musi zdecydować, czy ugiąć się przed dyktatem, czy zaryzykować otwarty konflikt gospodarczy.






