Polska przez lata była "malinową potęgą" Europy. Jednak pozycja lidera w produkcji owoców do przetwórstwa (mrożonki, soki, koncentraty) chwieje się w posadach. Powód jest prozaiczny: w Polsce wyprodukowanie kilograma maliny kosztuje dziś tyle, za ile konkurencja jest w stanie go sprzedać z zyskiem.
Praca ludzka to luksus, na który nas nie stać
Głównym winowajcą "rozjazdu cenowego" są koszty robocizny. W 2026 roku, przy kolejnych podwyżkach płacy minimalnej i stawki godzinowej w Polsce, ręczny zbiór malin przemysłowych stał się ekonomicznym samobójstwem.
Analizy przytaczane przez branżowe media wskazują na drastyczne różnice:
Polska: Wysokie koszty pracy, energii, nawozów oraz rygorystyczne wymogi UE (Zielony Ład).
Ukraina: Mimo trudnej sytuacji politycznej, tamtejsze rolnictwo korzysta z taniej siły roboczej, tańszej energii i braku wielu obciążeń biurokratycznych, które dławią rolników w UE.
Serbia: Tradycyjny konkurent, który dzięki sprzyjającemu klimatowi i niższym kosztom pracowniczym, wciąż utrzymuje wysoką rentowność.
Dla zakładu przetwórczego rachunek jest prosty: polska malina jest towarem premium, podczas gdy ukraińska czy serbska – tańszym zamiennikiem o akceptowalnej jakości.
"Kombajn albo śmierć" – nowa rzeczywistość plantatora
Eksperci nie mają złudzeń: model oparty na ręcznym zbiorze owoców do przetwórstwa w Polsce się wyczerpał. Przyszłość mają tylko ci, którzy zainwestowali w pełną mechanizację. Kombajnowy zbiór malin drastycznie obniża koszt jednostkowy, pozwalając konkurować z importem.
Niestety, maszyny wymagają odpowiednio przygotowanych plantacji (szpalery, odmiany dostosowane do mechanicznego zbioru), na co wielu mniejszych rolników nie ma kapitału. To prowadzi do bolesnej konsolidacji rynku – mali gracze wypadają z gry, ustępując miejsca dużym, uprzemysłowionym gospodarstwom.
Co przyniesie sezon 2026?
Nastroje przed startem wegetacji są napięte. Plantatorzy z niepokojem patrzą na wschód, obawiając się, że kolejna fala taniego importu zaleje polskie chłodnie jeszcze przed pierwszymi zbiorami w kraju. Branża apeluje o systemowe rozwiązania i ochronę rynku, ale bez radykalnego obniżenia kosztów własnych, polska malina przemysłowa może stać się produktem niszowym, ustępując miejsca tańszej konkurencji.
Dla konsumenta oznacza to jedno: soki i mrożonki w sklepach będą dostępne, ale coraz rzadziej będą one miały na etykiecie napis "Produkt polski".






